Wiecznie zielone, nieco wyludnione, puste, czyste, pełne natury i pięknych krajobrazów. Czy to raj na ziemi? Tak – bo tak można nazwać Azory a szczególnie ser z tych malowniczych wysp.

Należący do Portugalii archipelag Azorów znajduje się około 1500 kilometrów od najdalej wysuniętego punktu Europy – Cabo da Roca. 9 wysp osadzonych na Oceanie Atlantyckim zamieszkuje zaledwie 250 tys. mieszkańców.

Ludzie Ci żyją w zgodzie przyrodą, w zupełnie innym tempie niż na dalekim kontynencie. Są samowystarczalni i szanują to co dają im niewielkie wyspy. Uprawiają winoroślą, kukurydzę czy między innymi pyszne małe ananasy. Niemniej Azory słyną przede wszystkim z hodowli krów. I to najszczęśliwszych krów na świecie.

Dzięki żyznej, wulkanicznej glebie i umiarkowanemu, wilgotnemu klimatowi szata roślinna wysp jest wyjątkowo bogata. Co więcej, nie ma tu źródeł zanieczyszczeń, które mogły by odkładać się w glebie. Wszystko to wpływa na trawę – z punktu widzenia krówek, po prostu ekskluzywną, najwyższej jakości. Do tego połacie pól i łąk, gdzie zwierzęta mogą spokojnie spacerować, jeść i odpoczywać. Warunki doskonałe.

Brak stresu, zbilansowana, zdrowa dieta przekłada się bezpośrednio na jakość mleka. To jest niezwykle aromatyczne, tłuste i stanowi doskonały surowiec do dalszej produkcji. I tak od sznurka do kłębka znajdujemy przepis na najlepszy ser z mleka krowiego w historii serowarstwa.

Wyobraźcie sobie zatem ostatnią wyspę – najbardziej oddaloną i wysuniętą na zachód względem archipelagu – Flores. Ta cechuje się niezwykłą i niespotykaną nawet na Azorach bioróżnorodnością. Można śmiało przetłumaczyć jej nazwę jako wyspę Kwiatów. A to bardziej niż mieszkańców i turystów zachwyca całe stada krów, które nie omieszkają poeksperymentować kulinarnie wśród ziół, traw i kwiatów. Właśnie na Flores powstają moim zdaniem jedne z najsmaczniejszych serów żółtych.
   

Choć większość osób, które zetknęły się z Azorami słyszała o serach Sao Jorge lub Moriao ale uważam, że ich popularność to oczywiście oprócz wysokiej jakości również dużo łatwiejszy dostęp. Niewielu skusi się na wyprawę po wyspach Flores. Pomimo tego, SERA FLORES TRZEBA SPRÓBOWAĆ!

   

7 kilowe gomółki szybko po długiej podróży tracą nieco wilgoć. W środku ser staje się jeszcze bardziej skondensowany. Paradoksalnie jest tłusty i nieco kruchy. Po wykrojeniu pierwszego kawałka pomieszczenie wypełnia pyszny, mleczny, serowy aromat. W smaku jest lekko pikantny, niezwykle śmietankowy w smaku, ale także bardzo wyrazisty. Po pierwszym kęsie pierwotna kruchość zanika, a w ustach staje się gładki i aromatyczny. Naprawdę aromatyczny.

   

Choć to niewielka rzecz, wszyscy czuli nie lada ekscytację przy jego pakowaniu. Każdy spróbował czegoś niesamowitego. Nawet nóż był odświętny. Ale nawet japońska stal na niewiele się zdała. Warstwa wosku była na tyle twarda, aby chronić przed utratą wilgoci, że namęczyliśmy się zanim poradziliśmy sobie z rozkrojeniem sera.

Było warto. To było fajne doświadczenie. Aż ciężko uwierzyć, że mieszkańcy Azorów mogliby się do tego kiedyś przyzwyczaić, podobnie jak do widoku bezkresnego oceanu czy wulkanicznych skał i gór ich wysp.